2006-04-06 13:00:06 >> Myślenie czasem szkodzi
Gdy ma się dużo czasu różne rzeczy przychodzą do głowy. Zwłaszcza tym, co mają bujną wyobraźnię i są wrażliwi (moja wrażliwość sięga granic możliwości, bo popłakuję sobie nawet na filmie animowanym ;) ostatnio na Epoce Lodowcowej2, i to bynajmniej nie ze śmiechu, chociaż ze śmiechu też, w dodatku brzuch od śmiania się boli niesamowicie na tym filmie rysunkowym!). Ja mam natomiast obsesję na punkcie śmierci. Czasem sobie myślę, jakie to by było straszne odejść z tego świata i nic dla niego nie zrobić. Być tłem dla jego dziejów. Strasznie nie chcę umierać... Chociaż wiem, że to nieuniknione. Ale czy ktokolwiek pytał mnie o zdanie czy chcę się urodzić? Ale skoro już sobie żyję, to nie chcę umierać! ;) Ależ jestem dziecinna. I naiwna. Przecież mnie nikt nie zapyta o zdanie. Znowu. Jaki ten świat niesprawiedliwy! Poza tym oczywiście nikt się nie będzie mnie pytał, jak chcę umrzeć. Żeby nic nie czuć, żeby to było szybko. Bo najgorsze są chyba te długie męczarnie agonii... Nie wiem też czy chciałabym znać datę mojej śmierci. Z jednej strony TAK, i spróbować przedłużyć życie... Z drugiej NIE, bo najgorsze jest chyba to oczekiwanie...
Chcę ŻYĆ! Dla Ciebie *SKARBIE*
skomentuj (4)
2006-03-26 23:26:52 >> Nowa, nowa nowa notka:)
Hmmmmmmm
Widzę, że dawno nie pisałam... Zaraz zaraz, jakieś 3 miesiące! Ależ ten czas szybko leci, płynie, biegnie, pędzi... Nikt go nie powstrzyma.
Szczerze mówiąc (pisząc) i dobrze mi z tym i źle. Pozytywną stroną jest to (zawsze trzeba zaczynać od rzeczy pozytywnych!) że jestem czymś wciąż zajęta, nie nudzę się, coś mnie pochłania. Negatywną jest to, że trochę zaniedbałam pisanie, poza tym takie życie w biegu skraca je, bo żyjemy w stresie.
Ta cała zima (już z innej beczki) już mnie trochę drażni. Za dużo jej. Za biało szaro. Ja już wolę zieleń i feerię kolorów. Jest pozytywniej, żywiej, piękniej. Chociaż prognozy na lipiec nie zapowiadają się optymistycznie. Znaczy owszem będzie pięknie i cieplutko, ale będzie zbyt cieplutko, bo 40 na plusie. No ładnie.. W styczniu było 20 na minusie. Wychodzi 60 st. różnicy :) Robi wrażenie!
Co jeszcze? Nic prawie się nie zmieniło. Człowiek nadal się uczy. Kocha i jest kochany (mam nadzieję, że to nie zmieni się nigdy<3 ). Zbliża się dwudziestka.... Hmmm. Kto by pomyślał? A czas płynie.. A my się dla niego poświęcamy... I co z tego mamy? Ciągle w biegu i pędzie. Zatrzymać się? Tłum pchnie do przodu.
skomentuj (3)
2005-12-20 19:16:12 >> Nieszczęście mieć za wiele szczęścia
Czy kiedykolwiek przyszło wam do głowy, jak to fajnie byłoby zostać królem (szczególnie małe dziewczynki w przedszkolu mają takie aspiracje, konkretniej przed Wielkim Balem)???
Ja też tak myślałam.
Dopóki nie zaczęłam zagłębiać się w wiry historii.
Weźmy za przykład władcę Renesansowej Anglii, króla Henryka VIII, pierwszą głowę Kościoła Anglikańskiego, męża 6 kobiet, ogarniętego żądzą posiadania syna, następcy tronu.
Miał wszystko, czego tylko potrzebował, czy pragnął. Złoto, klejnoty, pałace z niezliczoną liczbą komnat, wypielęgnowane ogrody, wyszukane rozrywki i potrawy, wszystko najlepszej klasy, i oczywiście wiele milionów poddanych pracujących na niego.
Tylko czy był szczęśliwy?
Nie.
Zwłaszcza nie miał szczęścia do ludzi, którymi się otaczał : zakochiwał się w złych kobietach, miał zbyt ambitnych ministrów i źle doradzających duchownych, a przyjaciele za plecami rośli w siłę jako potężni wrogowie, czyhający na upadek i totalną klęskę władcy, by zająć jego miejsce.
Więc taka to cena bycia NAJ i WSZECH? Najwyższym wszechmogącym dostojnikiem.
Więc ja wybieram przeciętny żywot człowieka poczciwego, otoczonego życzliwymi mu ludźmi. Takimi co mi bezinteresownie życzą wesołych świąt. Czego i ja wam życzę :)
skomentuj (5)
2005-12-09 23:20:02 >> Intuicjonistycznie iluzorystycznie
Przypomniał mi się ostatnio film "Czego pragną faceci". W roli głównej Mel Gibson, z powodu porażenia prądem z suszarki doznał niesamowitej przemiany, która miała mu pomóc zrozumieć płeć piękną. Od tej pory umiał czytać w myślach kobiet.
Czy ja także chciałabym mieć taką zdolność?I tak i nie.
To byłoby piękne móc wiedzieć kto z naszych bliskich ma jakieś sekretne życzenie i postarać się je zrealizować, albo jeśli ktoś miałby problem, a nie wiedziałby jak się nim podzielić z innymi, można by pomóc i poradzić znając problem na wskroś.
Z drugiej strony niektórzy chowają w duszy sekrety, których nie chcieliby wyjawiać nawet najbliższym, bo boją się, wstydzą, czy mają inne powody. Poza tym wiedzieć co myśli osoba, która nas nie lubi (zwłaszcza skrycie) to byłoby przykre doświadczenie - wysłuchiwać myśli takiej osoby (pewnie same oszczerstwa), mi zrobiłoby się przykro.
Zresztą cały świat jest zakłamany, więc jeśli nagle możnaby doznać olśnienia i zobaczyć jakie to wszystko jest fałszywe, nie byłoby optymistyczne.
No i to amerykańskie : how are U? fine thx! i szeroki smile, mimo trudności jakie ma przecież każdy człowiek (zdrowotne, emocjonalne, dotyczące pracy, rodziny..). Ale może dzięki takiemu udawaniu dobrego samopoczucia to nakręca innych, żeby się nie poddawać. A może dołuje...?
skomentuj (2)
2005-12-02 13:04:10 >> Odrealnione marzenia
Nie wiem czemu zawsze jest tak, że gdy mam styczność z magicznym światem, to z trudem powracam do rzeczywistości... Ilekroć czytam Harrego Pottera, to mam nieprzepartą ochotę zanurzyć się w tamtym świecie na wieki. Chciałabym mieszkać w takim ogromnym pałacu, zamczysku z niezliczoną ilością komnat, sekretnymi przejściami, niezgłębionymi tajemnicami. Jak z baśni. W świecie magii wszystko jest uporządkowane, istnieje wprawdzie zło, ale wiadomo że zostanie zwyciężone dobrem. Chociaż trzeba przyznać, że w kolejnych powieściach Rowling jest coraz mroczniej, co przekłada się na filmy, na które należy chadzać z osobami, w których rękaw można się wtulić w razie strrrasznych, bądź tkliwych momentów <3
skomentuj (4)
2005-11-16 21:30:53 >> Co mnie uzależnia...?
Człowiek, nawet o tym nie wiedząc, jest od różnych rzeczy uzależniony. Począwszy od porannej kawy, przechodząc do żucia gumy po każdym posiłku i bez posiłku, zaliczając do tego podgryzanie międzyposiłkowe w stylu chipsy i batoniki, ponadto uwzględniając oglądanie się za elektryzującymi markowymi samochodami z bajerami, kończąc na szorowaniu ząbków energicznie 5ciokrotnie dłużej niż zalecają dentyści (czyli 3 min.).
Tak. To są niegroźne, czasem odstresowujące, czasem korzystne dla samopoczucia przyzwyczajenia. Jeszcze powinnam do listy dodać uzależnienie od rodziców i ich kasy niestety, co objawia się przy zakupach odzieżowych i nie tylko... ;)Ale to nie jest uzależnienie odstresowujące bynajmniej... :)
Ja powiem krótko : staram się uwolnić od uzależnień, jeśli tylko stwierdzę, że mają na mnie większy wpływ niż powinny. Tak było z chrupkami, gumą, teraz jest kawa w odstawce. Właściwie bez wsparcia nie dałabym rady... Bo nie wiem, jak to jest, że najmniejszy powodzik potrafi stać się przyczyną wystarczającą do wzięcia choćby jednego chrupeczka, choćby jednej małej drażetki gumy, choćby łyczka aromatycznej kawusi... I to jest tak silne uczucie, że wszystkie postanowienia, że już nie będę, biorą w łeb ;) Ale jest taki dobry duszek, który czuwa nade mną :) Dzięki *skarbkowi* udaje mi się zwalczać te "nałogi". To Ty jesteś moim uzależnieniem, ale z Ciebie nie mam najmniejszej ochoty i potrzeby się leczyć! :))))
<3 BO KOCHAM CIĘ PONAD WSZYSTKO I TY O TYM DOSKONALE WIESZ!!! <3
skomentuj (6)
2005-11-01 11:22:24 >> Skomercjalizowane święta
31 października i 1 listopada w Polsce to dwa święta występujące w podobnym czasie, a jednak nie mające ze sobą nic wspólnego.
Halloween przejęliśmy od Amerykanów, chociaż nie jest jeszcze wyjątkowo popularne, aczkolwiek sklepy, puby i inne instytucje starają się na tym święcie zarobić, kupując masowo dynie, tnąc je w przerażające kształty. Nie bradzo rozumiem dlaczego Amerykanie tak bardzo lubują się w straszeniu innych, przebierając się za obrzydliwe stwory. Ale skoro tworzą tak wiele horrorów, to znaczy że mają coś nie tak z wyobraźnią, która podsuwa im same koszmarne wizje... (Znaczy może to ich jakoś uodparnia na te zbrodnie, które dzieją się w ich świecie, ale do mnie to nie przemawia, ja się nie bawię przy horrorach, ale za to podziwiam tych którzy je oglądają bez mrugnięcia okiem -->love U skarbie<--)
W Polsce za to obchodzi się masowo Dzień Zmarłych, który wywodzi się z tradycji pogańskich, ale do takich nam 100 razy bliżej niż do tradycji purytańskiej, kultywowanej w Ameryce. Na tym święcie zarabiają jedynie handlarze kwiatami i świeczkami, a więc mniejsze grono, dlatego komercja chce nam dorzucić coś bardziej opłacalnego dla sprzedawców, jak Halloween, gdzie już chociaż nasi rolnicy więcej zarobią (na dyniach rzecz jasna).
No bo kiedy ludzie się bawią wydają więcej pieniędzy na przyjemności. A więc czy Halloween wyprze Zaduszki? Czy jednak nasza tradycja jest głęboko zakorzeniona i wolimy się umartwiać na grobach dusz z przeszłości, oddalonych na codzień o pół Polski? Poza tym przecież co roku przez takie jeżdżenie na groby, co jest bardzo na topie, ginie kolejnych XXX duszyczek, bo ruch na drogach jest przerażający...
Jak ja nie lubię świąt... Z roku na rok coraz bardziej.
skomentuj (3)